niedziela, 16 listopada 2014

Rozdział 1.

*18 sierpnia*
Wstałam z łóżka. Zeszłam na śniadanie. Na dole nikogo nie zastałam. W sumie tak już jest od tygodnia. Rodzice załatwiają masę spraw związanych z przeprowadzką do Rosario. Gdy otworzyłam lodówkę migiem do kuchni wparował Miki. To labrador, którego dostałam na urodziny od rodziców. To mój wymarzony piesek. Wymęczyłam rodziców żeby mi go kupili bo jeśli nie mam rodzeństwa to chcę mieć chociaż pieska. Ten piesek urośnie i to mnie cieszy. Teraz jest malutkim szczeniaczkiem. Mały szczeniaczek niestety dużo je. Wsypałam karmę do jego miseczki czerwonej a wodę wlałam do niebieskiej. Sama później zjadłam śniadanie i ubrałam się najszybciej jak potrafiłam. Związałam włosy w niedbały kucyk i popędziłam na górę. Wyjęłam spod łóżka katalog, który dali mi rodzice. Zatrzymałam się na jednej stronie. To była ta strona, gdzie znajdowała się fotografia mojego przyszłego domu. Tzn mój dom był budowany tylko na wzór tego domu z katalogu. Tata powiedział, że będzie jak najbardziej podobny do tego ze zdjęcia. Mam nadzieję... Trochę popatrzyłam na zdjęcie, powyobrażałam sobie jak to będzie - tam w Rosario. czy znajdę przyjaciół, zrobię karierę jako piosenkarka.... Pożyjemy zobaczymy. Potem pograłam na gitarze, pobawiłam się z Mikim i tak upłynął mi dzień. Tak jak wszystkie do tej pory. Rutyna. same nudy. Czasem jeszcze wychodzę do parku, ale w tej dzielnicy nie dzieje się nic ciekawego. Czasem spotykam się za znajomymi. Chłopka nie mam. Miałam 3, ale nie wyszło nam. Trudno. Nie przywiązuję się do ludzi zbytnio. Może to i dobrze.... Wszystkie dotychczasowe dni w Buenos Aires tak wyglądały.  Przez mój życiorys przewijały się wypady, szkoła, rodzice i kilku znajomych. Muszę coś zmienić. Muszę coś zmienić....  Nie mogę ciągle tak stać w miejscu jakby spotkał mnie życiowy korek i nic nie robić! Zauważyłam, że ja wcale nie staram się o ludzi. Obchodzi mnie tylko i wyłącznie czubek mojego nosa i to kto się mną zainteresuje. Mnie na razie interesowałam ja i Miki. Nic więcej. Nawet rodzina musiała jakoś sama do mnie docierać. To się zmieni. Mam nadzieję....


* 20 sierpnia (Środa) *
Wysiadłam z białego samochodu wraz z rodzicami i Mikim na chodniku na osiedlu w Rosario. Same piękne
domy....
- Nasz jest ten czarny. Chyba poznajesz. - powiedział tata obejmując mnie ramieniem. - Mam nadzieję, że ci się podoba. - uśmiechnął się. Cholera znowu to robię. Olewam ludzi. Uśmiechnęłam się nerwowo i przytaknęłam.
- Tak... jest przepiękny.
Powiedziałam po czym udaliśmy się kamienną ścieżką do drzwi nowego domu. Drzwi były czarne. Po wejściu skierowałam się zgodnie ze wskazówkami mamy do mojego nowego pokoju. Ciemna podłoga kontrastowała z jasnymi ścianami. Wielkie okno na całą ścianę wychodziło na inne domy. Widziałam każdy z nich. Wszystkie były zupełnie inne do siebie, ale jednak się dopełniały. W starej dzielnicy tak nie było. Były tam bloki gdzie mieszkały bogate rodziny, ale nigdy nie było tam z kim porozmawiać. O tej godzinie tutaj ludzie siedzieli na altanach, nad basenami lub w hamakach. Śmiali się, rozmawiali. Jak tak zerknęłam na pierwszy rzut oka było tu całkiem przyjaźnie.
W wielkim oknie były tak jakby ukryte drzwi, którymi wychodziło się na mój prywatny balkon wyłożony białymi płytkami. Przed wypadnięciem z balkonu chroniła szklana balustrada. Wróciłam do pokoju. Ponownie się rozejrzałam. Znajdowała się tam tylko garderoba we wnęce pokoju i łóżko. Tyle pola do popisu! Nagle usłyszałam, że ktoś wchodzi do mojego pokoju. To była mama. Pod wpływem magii chwili przytuliłam ją mocno. Trochę się zdziwiła, bo nigdy tego nie robię, ale odwzajemniła uścisk.
- Violetta. - zaczęła.
- Tak?
- Jest tu tak pusto, ponieważ pojedziemy razem, tylko we dwie wybrać ci dodatki do pokoju. Cieszysz się?
- No jasne mamo!
Kiedy wyszła opadłam na łóżko. Już snułam w wyobraźni wizję nowego pokoju.
Po chwili wyszłam i postanowiłam zwiedzić resztę domu. Spiralne drewniane schody prowadziły na dół gdzie było serce domu, czyli kuchnia. Tam był Miki z rodzicami. Usiadłam razem z nimi przy szklanym stole. Uzgadniali jutrzejszy dzień. Około 10 pojadę wybrać coś do mojego pokoju,  mama pójdzie wtedy do marketu po prowiant a tata ma załatwić jakieś ważne sprawy.

3 komentarze:

  1. Będę wpadać tu częściej, to jest pewne.
    Zapraszam też do mnie: http://every-day-is-so-wonderful.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  2. Rozdzial jest genialny ! Powiem jedno,,wpadać bede ,, na 100% to pewne. <3

    OdpowiedzUsuń