Już za tydzień szkoła. Muzyczna szkoła. Stresuje mnie to z każdą chwilą. Wszystko w pokoju już gotowe, książki kupione, rzeczy rozpakowane, a Miki już leży w rogu mojego pokoju na legowisku. To jest trochę jak sen. Nie chcę się obudzić. Zostawiłam tamte życie i zaczynam nowe. W innym miejscu, z innym nastawieniem. Ten tydzień spędziłam w większości z mamą. Planujemy wyprawić imprezę na cześć nowego miejsca zamieszkania. Jedna dla rodziny, a druga dla sąsiadów. Ale to dopiero we wrześniu jak wszystko już się ustatkuje.
* 1 września ( Poniedziałek ) *
- Mamo! Nie mam rajstop! Mamo ! Nie mam rajstop! - krzyczałam biegając po domu jak jakaś wariatka.
- Weź ode mnie z szuflady. Te mniejsze. Powinny być dobre. I dlaczego dopiero teraz mi to mówisz?!
- Bo myślałam, że mam rajstopy! I nie krzycz na mnie. - my z mamą krzyczałyśmy z powodu rajstop a tata - istny stoik - popędzał nas w jak najbardziej spokojny sposób. W ogóle się nie denerwował. Powtarzał tylko, że to nie on się spóźni na rozpoczęcie roku tylko ja. On lepiej na mnie działał niż wszystkie leki uspokajające. Ubrałam się, uczesałam, założyłam te nieszczęsne rajstopy i wyjechaliśmy.
- Stresuję się. - wyznałam już na parkingu rodzicom.
- Nie masz powodu. Rób swoje. Na pewno będzie dobrze. - tata. Ughhh. Jak zawsze tylko uspokaja.
- Dobrze... To ja idę. Pa. - pożegnałam się z rodzicami i skierowałam się w stronę mega kolorowego budynku. Weszłam do korytarza. Pierwsze co przykuło moją uwagę to fakt, że tylko ja założyłam buty na płaskim obcasie! Mega wtopa już pierwszego dnia. Wszystkie dziewczęta miały jakiś obcas na nogach.... Wyszłam na tym na niską. W sumie to jestem niska. Na pierwszy rzut oka to nie tylko ja byłam zagubiona w tej szkole. Zauważyłam brunetkę pod ścianą. Wyglądała niegroźnie, ale bardzo bałam się do niej podejść. Ej! Miałam zmienić coś! Zebrałam się w sobie i podeszłam do niej.
- Cześć. Jestem Violetta. - podałam jej rękę i uśmiechnęłam się. Odwzajemniła gest i przedstawiła się. To jest Francesca. Jest z Włoch i dlatego jest taka zagubiona. Bała się tutejszych ludzi. Ale kiedy chwilę pogadałyśmy okazała się szybką, uczuciową, optymistyczną i sympatyczną osobą. Kurczę... Ten nowy styl życia jak na razie przynosi same pozytywne efekty, co mnie niezmiernie cieszy. A nawet Francesca nie zauważyła, że nie mam na sobie szpilek! Kocham ją po prostu! Z naszej pogawędki wyrwała nas rudowłosa dziewczyna ( w szpilkach ). Camila. Tak się przedstawiła. Jest mega otwarta i już na wejściu powiedziała, że jest tu nowa i postanowiła się przedstawić właśnie nam, bo według niej wyglądamy na fajne. Pfff. Nie zna mnie. Ale dobrze. O uzgodnionej godzinie, czyli 10.30. W auli rozpoczęła się ceremonia.... Jak to śmiesznie brzmi... Przemówienie dyrektora Antonio, powitanie nauczycieli i występ drugoklasistów. Chłopców. Jeden wydał mi się znajomy, ale pojawił się podczas występu tylko raz i nie miałam okazji mu się bliżej przyjrzeć. Po całym tym wszystkim udaliśmy się do klas. Klasa jak klasa. Dwie papużki nierozłączki, klasowy '' twardziel'', klasowa piękność i reszta. Normalni i zwykli ludzie.
* 2 września ( Wtorek )*
Cholera! Już drugiego dnia spóźnię się na pierwszą lekcję! Szybko się ubrałam i w ogóle, ale bardzo długo szukałam kluczy. Znalazłam je pod szalikiem mamy. I tak spóźniłam się na drugi autobus do Studio. Musiałam poczekać na drugi 15 minut później. Teraz biegnę od przystanku. Jest minuta po dzwonku, ale już jestem na dziedzińcu. Biegnę, biegnę, nagle ktoś łapie mnie za rękę.
- Cholera puść mnie bo....! - krzyknęłam i odwróciła się w stronę mojego zatrzymywacza. - Federico?
- Tak Federico , Violetta! - wyszczerzył zęby i przytulił mnie. Nie zrobiłam tego samego. To mój były z poprzedniej szkoły jeszcze w Buenos Aires. Zostawił mnie, bo był rok starszy i wyjeżdżał do dalszej szkoły. Nie powiedział gdzie. Uznał, że miłość na odległość nie istnieje, więc musimy zerwać. Stwierdził, że zostaniemy przyjaciółmi, ale potem ani razu nie napisał do mnie! Świnia, szmata i pedał! Raz zebrałam się żeby pierwsza do niego napisać. Odpisał, że jest zajęty i napisze później. Nie napisał. Miałam go w dupie. Nadal mam. A teraz jakby nigdy nic podbiega i mnie przytula cwel ! To jego widziałam na początku roku szkolnego na scenie.- Dlaczego się tak cieszysz? Nie pamiętasz co się stało jakiś czas temu? - zadałam mu pytanie retoryczne. - Miałeś mnie gdzieś Fede.
- Nie prawda!
- Prawda! A teraz przepraszam. Muszę iść na lekcję.
- A co masz?
- Biologię.
- A drugie? - a co to jakiś wywiad?
- Lekcje śpiewu.
- Ok. Na usprawiedliwienie powiedz, że byłaś na .... badaniu krwi i przyniesiesz jutro usprawiedliwienie. Inaczej nie da ci spokoju.
- Dobrze. - uspokoiłam się. - Dzięki. A ty nie idziesz na lekcje?
- Mam taniec. I tak się spóźnię. Przyjdę na drugą lekcję. - obróciłam się i skierowałam się w stronę szkoły. - Violetta! Spotkajmy się w Starbucks przy rondzie! Chcę z tobą pogadać.
- Zobaczę jeszcze! - odkrzyknęłam i już poszłam na lekcję. Wymówka Federico zadziałała i pani Peckerman powiedziała, że nie szkodzi. Odpuści mi, z okazji pierwszego dnia w szkole. Siedziałam w ławce między Fran a Camilą. Moją uwagę zamiast lekcji przykuła jedna uczennica. Bardzo odstawiona według mnie. Sukienka, do tego szpilki, mocny makijaż.
- To Ludmiła. - szepnęła do mnie Fran widząc, że przyglądam się blondynce. - Nie dało jej się nie zauważyć na początku lekcji. Prawdziwa bomba atomowa.
- Dziewczyny. Cisza. - uciszyła nas nauczycielka. Spuściłam głowę z ogromnym rumieńcem na twarzy. Ugh! Już pierwszego dnia! Po kilkunastu minutach zadzwonił upragniony dzwonek i mogłyśmy spokojnie wyjść z klasy. Zobaczyłam Fede, który idzie w naszą stronę z jakimś kolegą.
- Hej Violu. - powiedział. - To jest Marco. Chodzi ze mną do klasy.
- Hej Fede. - spojrzałam na niego spode łba, ale musiałam się jakoś zachowywać. - To są Camila i Francesca. Chodzą ze mną do klasy. - zauważyłam, że Marco wpatruje się ciągle w Fran, ale ona jakby miała go głęboko w dupie. Ona niczego nie zauważyła podczas naszej rozmowy, która trwała całą przerwę. Widziała tylko Federico....
Następne lekcje mijały bez przeszkód. Na każdej przerwie Fede podchodził do nas z tym całym Marco, a potem jeszcze kimś kto ma na imię Broadway... Ale on to już zupełnie inna bajka. Wzrokiem śledził tylko Camilę. Ona go zauważała w przeciwieństwie do brunetki i Marco.
Po zajęciach poszłam z Fede do Starbucks'a przy rondzie tak jak obiecałam. Znaczy nie obiecałam, ale wiedziałam, że tam pójdę. Kocham kawę z tego miejsca. Usiedliśmy na ławce w parku razem z kawą. Fede zaczął mi się przyglądać.
- Ubrudziłam się?
- Nie, nie. - zaczął. - Violetta... Przepraszam Cię....
- Za co? - wiedziałam, ale chciałam to od niego usłyszeć. Może mu nawet wybaczę.
- Za tę całą akcję przed moim wyjazdem z Buenos Aires. Nie uznaję związków na odległość, ale teraz możemy zacząć od początku... Prawda? Zgadzasz się? - popatrzyłam na niego jak na idiotę. On chyba myśli, że po tym co zrobił tak po prostu rzucę mu się w ramiona?
- Ohohoho Fede, zatrzymaj konie. Nie ma mowy. Okrutnie i chamsko mnie potraktowałeś. Wybaczam ci, ale wiedz, że nie będziemy razem. Przynajmniej na tę chwilę. Nie szukam chłopaka.
- Mówisz tak tylko dlatego, że nie chcesz ze mną być. - myślę, że chce wywołać u mnie wyrzuty sumienia.... ja się nie dam. - No ale... jeśli tak mówisz to powiem temu przystojnemu blondynowi to co właśnie mi oznajmiłaś.
- Fede. To nie działa. - pokręciłam głową z dezaprobatą. Palant...
- Przynajmniej próbowałem. - uśmiechnął się w ten swój niepowtarzalny sposób i dopił kawę. - Może przejdziemy się po parku?
- Nie... wiesz... eee mam dużo naukii....
- To są pierwsze dni. Jesteś w pierwszej klasie. Musisz uczyć się z lekcji organizacyjnych?
- Tak.
- Dobra. Nie chcesz. Nie idź ze mną, ale powiedz mi to prosto z mostu. - zażartował i odszedł. Zostałam sama na białej ławce w parku. Wstałam, wyjęłam swojego białego iPhone, włączyłam portale plotkarskie na jakich mam konta i zaczęłam przeglądać. Ach jakbym miała takie życie jak na przykład..... Jennifer Lopez.... Shakira..... bym pobawiła się Fede i go wyrzuciła...
Idę ścieżką z nosem w ekranie telefonu i z kubkiem już lekko schłodzonej kawy. Nagle stanęłam na jakiś niefortunny kamyk i poślizgnęłam się. Nie ma co łamaga ze mnie. Cała kawa wylądowała na mojej białej bluzce i różowych spodniach a iPhone na piasku. Szybko wstałam, otrzepałam się, zebrałam resztki godności i rozejrzałam się dookoła. Zauważyłam Ludmiłę jak to nagrała. Mała szmata.... Podeszła do mnie Camila, która mnie zauważyła. Na szczęście...
- Chodź. - szepnęła do mnie.
- Co ty robisz? - usłyszałam męski znajomy głos, a po chwili chrupnięcie. Obejrzałam się do tyłu a tam Fede, który dosłownie rozwala butem telefon Ludmiły. Nigdy bym się nie spodziewała, że tego chłopaka obchodzi coś poza własnym tyłkiem.
- Dziękuję wam, ale ja już chyba muszę wracać do domu. - powiedziałam do swojego towarzystwa, wzięłam plecak ze sobą, telefon i ruszyłam do tramwaju, który zawiózł mnie prosto pod dom. Cały czas chciało mi się śmiać i płakać. Nigdy już pierwszego dnia nie zdobyłam koleżanek. Psst to przez nowy styl życia. O. widzę, że moja podświadomość wróciła. Nareszcie. Chyba wracam do żywych. O i jeszcze Federico. Rok temu nie powiedział mi dokąd wyjeżdża i gdzie będzie się uczył. Pech chciał, ze właśnie tu gdzie mi zechciało się uczyć. A no i chłopcy w tej szkole są....mmmmm.... świetni. Może jest kilka takich, których natura zupełnie nie obdarowała urodą, ale to tylko niewielki pierwiastek męskiej społeczności tej szkoły. Na pewno jednak wszyscy tu mają ogromny talent. Często śpiewają i tańczą na przerwach. Panuje tam niesamowita atmosfera. To wszystko opowiedziałam mamie i tacie po powrocie. Wyjaśniłam też lekko otłuczonego iPhone'a i brudne ubrania. Śmiali się. Nie mogli się powstrzymać. Ale jak teraz już na spokojnie myślę o tym leżąc na łóżku to faktycznie mega śmieszne. Szkoda, że Fede zniszczył ten telefon Ludmiły. Chciałabym to zobaczyć i się sama z siebie pośmiać.
Z innej beczki. Słyszałam, ze już w pierwszym tygodniu rodzice znaleźli sobie tu znajomych na osiedlu. Mieszkają podobno na przeciwko mojego domu, ale widziałam tylko panią Veronicę. Nigdy nie widziałam jej męża. Rodzice dużo o nich opowiadali. Zapowiada się miła rodzinka. Mają przyjść dziś o 19 na kolację. Mam się ubrać '' uroczyście '' jak powiedzieli moi kochani lokatorzy, więc już wybrałam zestaw. jest 18.
Punktualnie o 19 wyszłam ze swojego pokoju, by powitać gości, którzy właśnie dzwonili do drzwi. Poprawiłam sukienkę włosy i stanęłam przy tacie.
- Otwieraj. Chcę ich poznać. - wyszczerzyłam zęby w uśmiechu i spojrzałam na mamę, która już chwytała za klamkę i patrzyła się na mnie jak na idiotkę.
- Tylko nie zachowuj się przy nich.... tak jak ty. Dobrze? - szepnął mi tata do ucha kiedy mama już otworzyła gościom.
- Spróbuję. - uśmiechnęłam się do małżeństwa stojącego w progu i przywitałam się z nimi. Miła kobieta, przyjemny mężczyzna. Jak wszyscy sąsiedzi są tacy to ja chcę tu zostać na miliard lat świetlnych. Zajęliśmy część salonową i odezwali się:
- German słuchaj. Wiemy, że zaprosiłeś również naszego syna. Spóźni się chwilę, bo jak to on... nie zdążył się przygotować. Zakała męskiego rodu..... - to akurat pan Norman. Zarąbiste imię :D .
- Norman. - uspokoiła męża Veronica. - On tylko tak żartuje. Zawsze śmieje się z syna, bo ten chłopak ciągle poprawia grzywkę na lakier. Taki już jest. - roześmieliśmy się wszyscy. Nagle usłyszeliśmy dzwonek. Mama na mnie spojrzała.
- Violetta, może otworzysz, bo to podobno chłopak tylko rok od ciebie starszy. Chodzi też do Studio On Beat, więc możliwe, że już się znacie. - Serio? Nie wiem czy to do mnie przemawia. No ale nic. Wzięłam te swoje cztery litery z kanapy i podeszłam do drzwi. Poprawiłam sukienkę, bo się trochę poprzekręcała kiedy siedziałam na sofie i otworzyłam. Moim oczom ukazał się chłopak z gigantyczną grzywką postawioną nalakier, ale także z fajną twarzą i niezłym ciałem. Spojrzał na mnie. Zlustrował. I podał mi rękę.
- Hej jestem Leon. - uśmiechnął się życzliwie.
- Violetta. Chodź. - odpowiedziałam do niego i poszliśmy z powrotem do salonu. Przywitał się z moimi rodzicami. Pogadaliśmy sobie trochę, pożartowaliśmy, zjedliśmy kolację, którą przygotowała nasza nowa gosposia Maryla.
- Przepyszne. - powiedziałam po skończonym posiłku. Wszyscy mi przytaknęli, po czym zaczęli rozmawiać o jakichś finansach, świecie gospodarki światowej...... Nie moja bajka. Zauważyłam kątem oka, że Leon jest tak samo zainteresowany tą rozmową jak ja. Czyli w ogóle. Zauważył mój '' dyskretny wzrok '' i powiedział:
- Też ci się nudzi? - po czym uśmiechnął się. - To weź nas stąd jakoś wykręć. To twój dom. - złożył dłonie w geście błagalnym. Rozruszałam trochę mózgownicę i postanowiłam się odezwać.
- Mamo to ja może ..... pokażę Leonowi dom? - no pięknie. Walnęłaś coś takiego od czapy i myślisz, ze was puszczą? Niby dlaczego on chce obejrzeć wasz dom?! W sumie prawda. Podświadomość dobrze gada. Wszyscy dorośli spojrzeli na mnie z dziwnym wyrazem twarzy, który mówi '' Serio ? ''. No ale nas puścili.
- To co robimy? - zapytał Leon jak byliśmy na górze. Niby mam mu pokazywać ten nowy dom. Tak?
- Może chodź do mojego pokoju. Musimy jakoś wytrzymać jeszcze godzinkę. Mam nadzieję.
- To jestem aż tak złym towarzystwem? - spytał żartobliwie. Szybko zaprzeczyłam. Otworzyłam drzwi do mojego pokoju. Wyskoczył Miki dźamgocząc na cały dom. Szybko wzięłam go na ręce.
- Ćśśś Miki. - staram się uciszyć psa, ale Verdasa to najwyraźniej bawi.
- Mówisz do niego jak do dziecka. - roześmiał się. - Ale to się robi tak. - podał rękę Mikiemu, a on ją powąchał. Chłopak wziął tego bydlaka na ręce. I zaczął strasznie śmieszny według mnie teatrzyk. - Dzień dobry panu.... Mikiemu. - potrząsnął jego łapką. Zwierzak momentalnie przestał szczekać. - Widzisz? - spojrzał na mnie i pokazał mi język. - Z nim nie trzeba jak z dzieckiem tylko jak z dorosłym człowiekiem. Widzisz pimpuś? - tym razem zwrócił się znowu do pieska zdezorientowanego co się z nim właśnie dzieje. - Ona cię nie traktuje na poważnie. - roześmieliśmy się i weszliśmy do mojego pokoju. Leon z Mikim usiedli na sofie przed telewizorem. Widocznie złapali kontakt. Haha. Usiadłam obok nich. Nie wiem co dalej robić, mówić.... Cholera...
- Ej chodzisz do Studio On Beat? - przytaknęłam. - Ja też.
- Wiem.
- Skąd?
- Mam swoje źródła. - powiedziałam i puściłam do niego oczko.
- Haha. To źródło to rodzice. Prawda? - znów przytaknęłam.
- Hej może obejrzymy film? - spytałam. Teraz on przytaknął. Wybraliśmy pierwszy lepszy z mojej półki i uruchomiłam sprzęt. Dobry pomysł na to, żeby z nim nie rozmawiać. Nie mamy tematu. Jednak po 30 minutach filmu Leon wstał i skierował się do mojego biurka.
- Czego szukasz?
- A tak sobie przeglądam. Nudny ten film... - odpowiedział jak gdyby nigdy nic. Po prostu szuka czegoś w obcym biurku.... No dobrze....
- Masz jakieś zadanie ze śpiewu? Na pewno macie, jeśli masz zajęcia z Angie.
- No mamy jakieś.
- A jakie? Masz już piosenkę? Chciałbym posłuchać jak śpiewasz. - uśmiechnął się.
- A mam. - uśmiechnęłam się i wstałam z sofy. Podeszłam do szuflady i wyjęłam z niej nuty. Rozłożyłam keyboard i zaczęłam grać. En mi mundo. Temat piosenki był dowolny. A tę napisałam już kiedyś tam, jeszcze w Buenos Aires. Skończyłam grać i śpiewać. Chłopak spojrzał na mnie krytycznym okiem .
- Banalna. - Teraz to ci dowalił.... No nie ma co....
- Banalna?!
- Tak. Spróbuj innych akordów, śpiewaj słowa z większą ekspresją.
- Ekspert. - prychnęłam. On tylko się uśmiechnął.
- Tylko chcę pomóc.
- Ok. Ok. Spokojnie. Skorzystam.
Wyszliśmy z mojego pokoju. Usłyszeliśmy na dole śmiechy. Spojrzeliśmy po sobie. Wyjrzałam zza ściany gdzie jest świetny widok na salon. Leon zrobił to samo. Ujrzeliśmy pijanych rodziców. Świetnie. My także zaczęliśmy się śmiać. Ci imprezowicze na dole dostrzegli nas. Tata puścił muzykę. Zawołali nas, więc zeszliśmy. Zaczęli tańczyć w parach. Aha, czyli ja mam tańczyć z Leonem... Zanim się spostrzegłam szatyn wziął mnie w obroty. Rany jak on tańczy. Bosko. Podczas tej całej balangi uśmialiśmy się jak nigdy. W końcu Verdasowie wyszli i zostałam z pijanymi rodzicami. Dobrze, że od razu położyli się spać. Szkoda, że nie w sypialni, a w salonie, ale jednak po wyłączeniu muzyki było cicho. Dobrze, że Miki nie usłyszał, że Leon wychodzi. No chyba biedak by się powiesił. Ha haa! Idę spać...
Rozdzial to jedno istne CUDO!!! czekam na next !<3
OdpowiedzUsuń